O autorze
Mam 30 lat, 3-kę potworków na głowie, kochającego męża i mnóstwo problemów, ale kto ich nie ma? A zatem, jestem szczęśliwą 30-stką, która tak naprawdę dopiero teraz zaczyna rozumieć świat, swoją kobiecość i swoje potrzeby. Ironią jest, że dopiero po 3-ciej ciąży mam czas by pomyśleć o sobie, gdzie wydawałoby się, że teraz to już w ogóle nie ma na to szans. Hmm... zaskoczę was, to jest ten moment, im więcej człowiek ma na głowie tym bardziej musi być zorganizowany, a dodając mój charakter, Dam Radę!

"Dyscyplina musi być"

Mike Photography
Mike Photography
"Bezstresowe wychowywanie dzieci", za każdym razem kiedy o tym czytam lub słyszę, śmiech  wbija mnie w kanapę. Czy to w ogóle możliwe, że w XXI wieku ludzie wierzą takim bzdurom?

Teoria bezstresowego wychowania przywędrowała do Polski pod koniec lat 90-tych i głosi o tzw."wychowaniu bez granic". Każdy nowy argument przemawiający za BWD, za każdym razem mnie zadziwia. Zagłębiając się w temat i doszukując się niedosłownego znaczenia tej teorii, niestety wpadam w rozczarowanie, a dodatkowo interpretacja polskich rodziców czyli "róbta co chceta", wręcz mnie denerwuje. Wychowanie bez budowania wzorców, bez nakazów, zakazów, stresu i granic, jest w procesie dorastania niemożliwe. Przykładem może być to, że musimy nauczyć dziecko, że: "nie pijemy płynu do mycia kibla", "nie rzucamy się z okna z czwartego piętra" i "płacimy w sklepie za cukierka". Podstawowe granice wypływają z naszej natury, a stres jest nieodłącznym jej elementem. 

Wszystkie dzieci świata powinny być traktowane z szacunkiem i godnością i to jest absolutna racja. Jednak musimy nauczyć przyszłych dorosłych, odpowiedzialności za to co robią i jak się zachowują, a także relacji z innymi ludźmi, które są w dzisiejszych czasach mega stresujące. Nie wyobrażam sobie, że któregoś pięknego dnia, moje dzieci trafią na takiego bezstresowego osobnika, który chcąc coś usilnie otrzymać, splunie im w  twarz kilka razy, bo będąc dzieckiem nikt mu tego nie zabronił. W moim mniemaniu teoria ewidentnie należy do największych bzdur XXI wieku, a zwłaszcza jej polska interpretacja. Takie rozumienie teorii, jest  świetnym wytłumaczeniem dla leniwych rodziców, dla których wysiłek nauczenia swojego syna np. prasowania, jest porównywalny z wejściem na Mont Everest. Tak moi drodzy rodzice, wasze lenistwo odbije się na moim synu i na mojej córce, bo to dla naszych dzieci wychowujecie przyszłe żony i przyszłych mężów . No a potem, wypominanie, że synowa egoistka, a zięć nierób i obibok.

Dyscyplina jest skierowana nie do dziecka, tylko do jego zachowania, nie pozwólmy, aby dziecko manipulowało naszymi emocjami, a robi to już od najmłodszych lat. Nie możemy naszemu społeczeństwu oddać człowieka, który twierdzi, że wszystko mu się należy i jest Panem świata, z samego faktu istnienia. Jest różnica między budowaniem zdrowej pewności siebie, a wpajaniem, że jestem cudowny, bo taki się urodziłem. Jest różnica między, mama pomogła mi posprzątać, a posprzątała wszystko za mnie.


Skoro zdecydowaliśmy się na potomka to zróbmy wszystko, żeby był człowiekiem potrafiącym współżyć z innymi, w sposób sprawiedliwy: "ile dam od siebie, tyle dostanę od innych". Ze stresem jest podobnie choć o wiele trudniej, już podczas porodu dziecko przeżywa swój pierwszy stres, potem przedszkole, szkoła, praca i inne sytuacje pomiędzy. Zasada jest prosta, jeśli czegoś nie znamy nie wiemy co zrobić, im więcej razy coś przeżywamy tym więcej możliwości zachowań nasza głowa rejestruje. Jeśli dziecko, nigdy nie było upominane, to jak zniesie upomnienie w pracy? Ja wiem, że wiele osób twierdzi, że nie mają czasu na wychowywanie w dyscyplinie. Konsekwencja jest trudna. To ja wam odpowiem: gdzie wasza logika? Masz czas na powiedzenie milion razy "zostaw"? Na szarpanie się z dzieckiem w sklepie, bo ono pragnie setną zabawkę? Na uspokajanie histerii, w jaką dziecko wpada, kiedy trzeci raz walnął cię w twarz, a ty w końcu nie wytrzymałaś/eś i wymsknął ci się krzyk potwora? I na koniec, czy masz czas na siedzenie z dzieckiem 24 h na dobę, bo nauczyłaś je, że trzeba mu poświęcić się bezgranicznie i twój czas z nim jest najważniejszy? Owszem jest najważniejszy, ale jak bardzo efektywnie go spędzisz bez chwili dla siebie? Stres, że mama ma chwilę dla siebie, więcej go nauczy niż zaszkodzi. Jakość, nie ilość ma tutaj znaczenie. Tak wiele kobiet narzeka, że nie ma czasu się nawet "wysikać", bo dziecko mu nie pozwala. Kobieto to twoja wina! Pokazując dziecku, że wszystko się robi z mamą, uczysz go, że jego czas jest najważniejszy. Musisz pokazać, że twój czas jest równie ważny i musisz z tego czasu korzystać. Zdrowy egoizm to podstawa w wychowaniu, przecież wiesz, skoro uczysz swoje maleństwo, że jego "Ja" jest najważniejsze, tylko to jest egoizm w czystej postaci. Daj wykazać się tacie, nie bądź niezastąpiona, bo nikt Ci za to nie płaci i nie podziękuje, takie jest życie, a dzieci patrzą i uczą się.

Jeśli od najmłodszych lat będziemy konsekwentnie nakładać i egzekwować zasady, nie będziemy musieli krzyczeć na własne dziecko, znajdziemy chwile dla siebie, a czas choćby krótki spędzony z nim, będzie wykorzystany w 100 %.

Bezstresowo, to można sobie poleżeć na kanapie, a i to czasami niemożliwe... .
Ufff, wygadałam się, no to Powodzenia;-).
Trwa ładowanie komentarzy...