O autorze
Mam 30 lat, 3-kę potworków na głowie, kochającego męża i mnóstwo problemów, ale kto ich nie ma? A zatem, jestem szczęśliwą 30-stką, która tak naprawdę dopiero teraz zaczyna rozumieć świat, swoją kobiecość i swoje potrzeby. Ironią jest, że dopiero po 3-ciej ciąży mam czas by pomyśleć o sobie, gdzie wydawałoby się, że teraz to już w ogóle nie ma na to szans. Hmm... zaskoczę was, to jest ten moment, im więcej człowiek ma na głowie tym bardziej musi być zorganizowany, a dodając mój charakter, Dam Radę!

Bo bratu, to trzeba natłuc

"Cieszę się, że mam rodzeństwo, bo gdy mam zły humor... mam komu przywalić".

Rodziny wielodzietne, a przynajmniej te, które mają min. dwójkę, są skazane na pewne sytuacje nie do ogarnięcia. Nawet najcudowniejsze i najgrzeczniejsze szkraby, w relacjach między sobą, to zło wcielone.



Córka: Maaamooo! Maaamooo!
Matka: Co się stało?
Córka: Bo on mnie bije!
Syn: Wcale nie, bo to ona zaczęła!
Córka: Ale on mi zabrał lizaka!
Syn: A ona ugryzła mojego wafelka!
Córka: Ałaaaa! Oddaj!

No i masz babo placek, wcinać się? Czy poczekać, aż się uspokoi? A jak się nie uspokoi i krew się poleje, to pewnie opieka społeczna się za nas weźmie. O losie, co ja ci zrobiłam!

Ja rozumiem, że przebywanie w swoim towarzystwie non stop, to pożywka dla złych emocji. Ale przecież ja z mężem, żyjemy pod jednym dachem już 11 lat, a w ryło jeszcze nie dostałam, on zresztą też nie. A tutaj 5 lat w jednym pokoju i o zgrozo, kudły lecą. Pomijam kłótnie o kawałek chrupka z podłogi, ale żeby takie awantury i takie okładanie się nawzajem? Patologia normalnie, patologia.

Jaka matka, takie dzieci

Co tu się dziwić, niedaleko pada jabłko od jabłoni, a ponieważ mój mąż jest jedynakiem, to cała wina spada na mnie. Oj, pamiętam jak złośliwie wpadałam do brata i szczypałam go z całych sił. Powiem szczerze, że do dziś nie pamiętam powodów tych zachowań. Może dlatego, że ich nie było. Chyba, najzwyczajniej w świecie, chciałam zwrócić na siebie uwagę, bo okładanie 8 lat starszego brata, to chyba niezbyt mądre posunięcie. Targanie za włosy, wyrywanie sobie kawałka chleba i podsuwanie śmierdzącej stopy pod nos, to plankton w morzu pomysłów.

Oko za oko, ząb za ząb
Dzieci mądre mam i przysłowia znają, ale nie zawsze na dobre im to wychodzi. Zaczyna się jak zwykle, śmiechy, chichy i zabawa, a kiedy tylko niechcący któreś oberwie, to piekło gotowe. No bo skoro ja dostałem nogą w łeb, to przecież mam prawo do rewanżu, nie? - a że to morderstwo z premedytacją, to już nieważne. Mama zawsze mówiła: "Jak cię ktoś będzie bić, to broń się!". Ale, że kobiet się nie bije - też mówiła. Podobno siostra, to nie kobieta i ja się nie znam.

To nie ja!
A to limo pod okiem, to krasnoludki nabiły?
Co by się nie działo, nikt nie jest winny. Nie ja zaczęłam, nie ja zrobiłem. No tak, to bardzo logiczne, bo jak się któreś przyzna, to ma przerąbane. Ponieść konsekwencje i dostać karę na słodycze, to przecież koniec świata w oczach potworków. A zajadanie się pysznościami, kiedy brat z jęzorem do pasa patrzy, to najbardziej ekscytująca historia w jej życiu. A sprzątanie pokoju, kiedy siostra, leżąc tyłkiem do góry, nabija się w duchu, to najbardziej uwłaczające uczucie ever. W każdym razie, nie rozstrzygniesz.

Sąd sprawiedliwy?
Gdyby to jeszcze po cichu, subtelnie się działo. Ale nie, drą się jakby ich ktoś ze skóry obdzierał. No i gdyby sami ze sobą, bez świadków, a tu zawsze sprawa do "sądu" trafia. A oczy patrzą i sprawiedliwości żądają - no przyznaj mi rację mamo, przyznaj. No i co? Jak przyznam jednemu, to i tak będzie zadyma, bo drugie się obrazi. A przecież nie byłam, nie widziałam, tylko na słowo muszę wierzyć. Ale które słowo, oto jest pytanie. Każdy powód jest idealny do rozpoczęcia bójki. Jaka by nie była, zawsze kończy się w sądzie domowym, którego sędzią, oczywiście jestem ja. Wyrok? Nigdy niezadowalający i odwołania napływają bez końca. A Sąd Najwyższy za późno wraca, żeby to ostatecznie ogarnąć.

Jaki werdykt?
Pacze, pacze i udaję, że nie widzę. Jak nie trzeba jechać na intensywną, to mnie nie ma. Nie osądzam i nie wtrącam. Jeśli sytuacja jest naprawdę podbramkowa, rozdzielam i straszę szlabanem na cukierki, ale nie jakieś tam pitu pitu, szlaban na cały rok. A u nas wszyscy wiedzą, że jak mamusia powie, to żeby nie wiem co, to cukierków nie będzie.

To wszystko z miłości
Tak musi być. To chyba dobry sposób na budowanie dobrych relacji i wzmacnianie miłości między nimi. Im bardziej dokuczają sobie w dzieciństwie, tym większą miłością będą darzyć się w życiu dorosłym. Skąd to wiem? Bo mam brata, któremu zatrułam życie, a on teraz skoczyłby za mną w ogień - potwierdzone.
Trwa ładowanie komentarzy...