O autorze
Mam 30 lat, 3-kę potworków na głowie, kochającego męża i mnóstwo problemów, ale kto ich nie ma? A zatem, jestem szczęśliwą 30-stką, która tak naprawdę dopiero teraz zaczyna rozumieć świat, swoją kobiecość i swoje potrzeby. Ironią jest, że dopiero po 3-ciej ciąży mam czas by pomyśleć o sobie, gdzie wydawałoby się, że teraz to już w ogóle nie ma na to szans. Hmm... zaskoczę was, to jest ten moment, im więcej człowiek ma na głowie tym bardziej musi być zorganizowany, a dodając mój charakter, Dam Radę!

Bla bla bla - nie słucham cię Babo!

Przestań kłapać tym dziobem! - rzekł z przytupem. My kobiety to takie istoty, że rozmowa dla nas, to chleb powszedni. Jak przymknąć buźkę marudzącej kwoki? Nie da się, bo rozmowa oczyszcza Panowie!

Wszystkie rozmowy w związku wyglądają prawie tak samo. Ty zalewasz potokiem słów, a on milczy. Po jakimś czasie, kiedy twoje usta zamilkną, dostajesz w zamian bolesne podsumowanie i myślisz: On mnie w ogóle nie słuchał! O co kaman? Przecież wytłumaczyłam wszystko, wyrzuciłam wszystkie żale i usprawiedliwiłam się w 100%, a on? A on nadal swoje. Tak Babo, bo on w ogóle Ciebie nie słucha, tylko czeka, żeby w końcu móc wypowiedzieć swoje zdanie.



Kobieta to istota, która chce naprawić wszystko tu i teraz, a nie jakieś tam długie plany poprawy. Nasz układ emocjonalny nie jest w stanie przeczekać. Oczywiście zawsze znajdą się przypadki odosobnione od tej teorii, ale większość nas kochane, musi tu i teraz. Problemem albo i darem bożym jest to, że kobieta analizuje wszystko z precyzją naukowca. Najpierw rozkłada na czynniki pierwsze, potem łączy w rożnych konfiguracjach i na koniec wysuwa wnioski. Nie ważne czy złe, czy dobre, nic nie jest pominięte.

Mężczyzna? On podsumowuje: Bo ty tak masz! Nie ważne dlaczego, nie ważne co on robi źle, ty robisz właśnie tak, taka jesteś, bo tak postąpiłaś. Zjadłaś czekoladę i koniec. Złamałaś się. Nie ważne, że nie jadłaś cały dzień i prawie padłaś z głodu, a jedyne co uratuje cię w danej chwili, to parę kostek energii. Nie, zeżarłaś jesteś winna!

Nie nasza wina, że my tak pięknie potrafimy opowiadać i ubierać w słowa. Nic dla nas nie jest oczywiste. Zawsze kiedy coś się wydarzy, to wiemy, że każde wydarzenie poprzedza inne, a kolejne wynika z poprzedniego: Dlaczego tak myślisz? Podaj przykład! Podaj dowód! Wytłumacz! Nie generalizuj! - to nasza natura.

Wszystkie nasze emocje zawsze widać i nie trudno jest się zorientować, że jest coś na rzeczy, że coś nas boli, że coś się nam nie podoba. Mówimy i okazujemy od razu, natychmiast. Dlaczego? Bo tylko w danym momencie nasze emocje mają sens. Ja wiem, że wielu panów stwierdzi, że w czasie burzliwych emocji, nie myślimy racjonalnie. A ja wam powiem, że się mylicie.

Kiedy opada frustracja, myślimy nie racjonalnie, tylko przestajemy myśleć o sobie i działamy dla dobra, ale nie siebie. To dobrze? Nie, to nie jest dobrze. Bez szczerej konfrontacji nasz problem nie znika, tylko się piętrzy. A wtedy stajemy się wredną, złą i zgorzkniałą.

Panowie kumulują, a potem podsumowują. Zbierają informację z otoczenia według własnych obserwacji, a potem boom, jadą po całości, nie pytając dlaczego i po co. A człowiek, to nie prosta istota, a zwłaszcza kobieta. Kobieta, to skomplikowany układ, w którym każda przyczyna i skutek ma tysiące rozgałęzień. Wasze wnioski są zazwyczaj okrojone do minimum i niesłusznie oceniają.

Ona kłapie dziobem, że chce kwiatów, miłości czułości i uniesień, a facet milczy. Kłapiemy po to, żebyście wiedzieli czego nam trzeba i pytamy po to, żeby wiedzieć czego Wy chcecie.

Powiem krótko:

Oczekujemy dialogu i zrozumienia, a dopiero na koniec wniosków, ale wniosków z wyczerpujących danych.
Trwa ładowanie komentarzy...