O autorze
Mam 30 lat, 3-kę potworków na głowie, kochającego męża i mnóstwo problemów, ale kto ich nie ma? A zatem, jestem szczęśliwą 30-stką, która tak naprawdę dopiero teraz zaczyna rozumieć świat, swoją kobiecość i swoje potrzeby. Ironią jest, że dopiero po 3-ciej ciąży mam czas by pomyśleć o sobie, gdzie wydawałoby się, że teraz to już w ogóle nie ma na to szans. Hmm... zaskoczę was, to jest ten moment, im więcej człowiek ma na głowie tym bardziej musi być zorganizowany, a dodając mój charakter, Dam Radę!

Sklep z zabawkami, to ja mam w domu

Każda wizyta w sklepie kończy się zakupem zabawki. Czy to samolocik z landrynkami, czy wypasione lego. Nie ma znaczenia jaką wartość mają plastikowe kusiciele, ja mówię NIE, a sterta i tak rośnie.

Gdyby przyszły ciężkie czasy i zaczęłoby brakować na chleb, nie martwię się. Dlaczego? Bo z powodzeniem utrzymam się ze sprzedaży zabawek moich dzieci. Tak, sterty zabawek, która zalega w domu, u dziadków i naszej klaustrofobicznej piwnicy. Nie wiem, jak do tego doszło. Jestem matką surową i moje dzieci na zabawkę muszą zasłużyć, ale nie jakieś tam słodkie minki, harówka na potęgę. I co z tego? Za każdym razem, kiedy jestem przekonana, że panuję nad tą ilością, robiąc generalne porządki zadaje sobie pytanie: Skąd się tyle tego bierze?

Towar na nowy biznes, zaczął gromadzić się, kiedy najstarszy syn był niemowlakiem. Oczywiście wtedy kupowałam o wiele więcej. Wiadomo, pierwsze dziecko i nic do zabawy w domu nie było. To by się przydało, to sprawdził znajomy, tamto się podoba, to edukacyjne, to grające, to do przytulania, to do zabawiania. Uzbierało się trochę. Kiedy już widziałam, że mój dom zamienia się w magazyn, powiedziałam sobie STOP.

Wszystko jest, nic już nie potrzeba. Przyszło drugie maleństwo, ograniczenia były spore, bo przecież wszystko mamy po starszym. Nadeszły pierwsze urodziny, potem dzień dziecka, tu wizyta wujków, a przecież jest dwoje, to trzeba kupić i dla jednego i dla drugiego. Następnie okazało się, że dziewczynka lalki potrzebuje, to wózek do niej by się przydał, to spineczki, gumeczki i inne pierdółeczki. Sterta rosła. Każda wizyta w sklepie była walką: mama kup, mama proszę, tego jeszcze nie mam, a ta spinka ma czerwoną kropkę, a moja ma różową. I tak bez końca. Sterta nadal rośnie. Przyszło trzecie. Nic nie kupujemy koniec, wszystko jest. Wyciągamy stare zabawki i co się okazuje? To popsute, to wytarte, to stare, to się nie podoba. Kolejna sterta rośnie.


Nauczona doświadczeniem, że najlepsze zabawki są w kuchennych szafkach, salonie rodziców i tornistrze starszego brata, postanowiliśmy, że kupować je będziemy, tylko okazjonalnie. Żadne lamenty i błagania pomiędzy, nie będą rozważane. Nie mogę powiedzieć, zasada sprawdza się znakomicie. Szybko jednak zdałam sobie sprawę, że i to nie pomoże. Rodzina i znajomi nie rozumieją, a okazji jest tyle, że z powodzeniem nasz byt nie jest zagrożony.

Pomijam fakt, że kupowanie co tylko dusza dziecka zapragnie, jest absolutnie niewychowawcze, a zagłuszanie swoich niedociągnięć wychowawczych w taki sposób, to egoizm w najgorszej postaci. Prawda jest taka, że tak jak paczka papierosów dziennie, tak kupowanie dziecku zabawek bez ograniczeń, jest częścią naszej dziury w budżecie domowym, której przyczynę nie mogliśmy znaleźć.

Dzisiaj już wiem, co możemy zrobić. Okazjonalnie kupować z głową, znajomym wskazywać konkretne potrzeby, a rodzinie wprowadzić ograniczenia. Skoro sterta i tak Ci urosła, dobrym sposobem, jest również regularne przeglądanie zabawek. Wtedy dokładnie wiadomo, czym nasze dziecko się bawi, co nie zdało egzaminu, a co jest bardzo potrzebne. I jeszcze coś, co wszyscy mądralińscy nam podpowiadają. Schowaj większość nieużywanych zabawek. Co jakiś czas, kiedy twój szkrab zapomni o nich, wyciągnij jedną, a zobaczysz jaka radość zagości na jego twarzy! - mamo kupiłaś mi nową zabawkę! Nie zapominamy, że na wszystko trzeba sobie zasłużyć.

Pamiętajmy, że czas spędzony z dzieckiem, odsuwa na bok wszystkie zabawki. A każdy zwariowany rodzic wie, że do zabawy z naszymi cudowniakami, wystarczy głowa i nawet dwie lewe ręce.
Trwa ładowanie komentarzy...