O autorze
Mam 30 lat, 3-kę potworków na głowie, kochającego męża i mnóstwo problemów, ale kto ich nie ma? A zatem, jestem szczęśliwą 30-stką, która tak naprawdę dopiero teraz zaczyna rozumieć świat, swoją kobiecość i swoje potrzeby. Ironią jest, że dopiero po 3-ciej ciąży mam czas by pomyśleć o sobie, gdzie wydawałoby się, że teraz to już w ogóle nie ma na to szans. Hmm... zaskoczę was, to jest ten moment, im więcej człowiek ma na głowie tym bardziej musi być zorganizowany, a dodając mój charakter, Dam Radę!

Oszukać przeznaczenie - matka boi się najbardziej

Od kiedy zostałam matką, moja strachliwa wyobraźnia urosła do rozmiarów brontozaura. Do dziś zastanawiam się czy to przebłyski jasnowidztwa, czy zwykła intuicja, którą opanowałam do perfekcji. Czy trzymanie pod kloszem, to aby na pewno dobry pomysł?

Kiedy byłam nieświadomym dzieckiem, nic nie było w stanie mnie wystraszyć. Na szczęście moi rodzice, zanim jeszcze przyszłam na świat, obdarowali mnie starszym bratem. A jak powszechnie wiadomo, starszy brat wpisuje w nasz życiorys dużą odporność na strach.

Moje strachy na lachy były pielęgnowane od dzieciństwa. Zaczęło się niewinnie od drobnych żarcików. Potem strachy z grubej rury. Pamiętam jak dziś, jak przechodząc przez ciemny przedpokój, modliłam się, żeby za plecami nie czaił się zły Pan. Pamiętam jak dziś, kiedy zasypiając, nakrywałam kołdrą głowę, bo przekonanie, że jakieś łapsko zwlecze mnie z łóżka, mroziło moją krew. I pomimo świadomości, że za każdym strachem stał mój cudowny brat, bałam się zawsze tak samo. Potem straszyć zaczęli rodzice. Uważaj, bo przyjdzie baba jaga i porwie cię jak będziesz niegrzeczna. Uważaj nie przewróć się, uważaj na głowę, nie wracaj późno, bo na świecie czai się zło! I tak, przez lata wyhodowałam swoją strachliwą naturę.

Dzisiaj najbardziej boję się o swoje dzieci. Niby daję im dużo wolności, ale ta wolność jest ciągle kontrolowana. Nie wiem czy nasza wyobraźnia ma przełożenie na rzeczywistość i czy czasem świat wykreowany w najgorszych horrorach nie sprawia, że nasza kreatywność się zapędza. Wiem jednak, że strach jest we mnie cały czas.


Kiedy tylko widzę, leżącego na podłodze klocka wielkości kciuka, moja głowa się przegrzewa. Począwszy od wersji z połknięciem, po potknięcia, upadki i rozwalony łuk brwiowy, moja głowa widzi przebłyski kadrów, rodem z filmów sensacyjnych. Kiedy starszy wychodzi na dwór, przypominają mi się wszystkie możliwe thrillery o porwaniach. Do tego dochodzą wizualizacje złamań, pobić i inne strachy na lachy. Młoda? O Jezu! Ponieważ roztrzepańcem jest co niemiara, to jak tylko widzę jak skacze na kanapie, to tysiące wersji upadku, zapełniają mój umysł. Dodatkowo nawet wypad do osiedlowej piaskownicy, kończy się moją inwigilacją. Tak, od kiedy jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie, mam wrażenie, że wpadam w obsesję.

Nie chciałabym, żeby ta obsesja zaczęła wpływać na wolność moich dzieci. Znam matki, które trzymają dzieci pod takim kloszem, że każę im popukać się w czoło. Ale mam wrażenie, że i ja powinnam to zrobić. Nie macie poczucia, że im bardziej możemy kontrolować nasze pociechy, tym więcej czasu na to poświęcamy? Kto by pomyślał kiedyś, że podróż autobusem do szkoły, może skończyć się tragedią, a każdy paproch na podłodze jest potencjalnym mordercą. To właśnie świadomość jest powodem naszego strachu. Ale czy to źle, że wiemy i możemy zapobiegać? Pytanie, na ile powinniśmy to robić?

Nie chcę przenosić swojego strachu na swoje dzieci. Nie chcę wychować je, na bojących się wszystkiego dorosłych ludzi. Dlatego pozwalam im na wiele rzeczy, strachając się przy tym do nieprzytomności. Wiem jednak, że muszę odpuścić. Każde doświadczenie, nawet to złe, uczy bardziej niż obsesyjnie zapobiegawcza matka. Pozwolę moim cudowniakom ubrudzić się, potknąć i pójść samemu do szkoły, ale będę to robić z głową i wyostrzoną czujnością. Muszę mieć pewność, że w razie czego, oszukam przeznaczenie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...